sobota, 25 października 2014

Rozdział 2

 Usłyszałam dzwonek do drzwi. Pomyślałam, że to listonosz albo sąsiadka z naprzeciwka przyszła po cukier. Wzięłam tosta do buzi i otworzyłam drzwi. Na początku oślepiło mnie poranne wschodzące słońce, które w kilka sekund ogrzało moją twarz. Powietrze było wyjątkowo chłodne, ale dzień zapowiadał się całkiem ładny. Zdążyłam zauważyć kto przyszedł, zanim obraz mi się wyostrzył. Serce podeszło mi do gardła, a żołądek wywinął fikołka tak, że aż mnie zemdliło. Prawdopodobnie zrobiłam się blada jak ściana. Nie uwierzyłam w to, co właśnie zobaczyłam.

*

-Samantha? - głos nauczycielki wyrwał mnie z zamyślenia. -Panno Routh. Proszę wstać – powiedziała surowo. Wstałam. -Mogłabyś odpowiedzieć?
-Nie – warknęłam. Wzięłam swoją torbę i wybiegłam z sali. Przez chwilę błądziłam po korytarzu, aż w końcu doszłam do jakiegoś zaułka naprzeciwko męskiej toalety. Do oczu napłynęły mi łzy, ale nie chciałam płakać. Nie tym razem. I nie znów przez niego. Zsunęłam się po ścianie i usiadłam z twarzą w dłoniach. Nagle usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi z łazienki, a zza nich wyłonił się zarys chłopaka.
-Sam? - powiedział.
-Lucas... Co ty tu robisz? - zapytałam ocierając łzy z mokrych policzków.
-Raczej ja powinienem cię o to zapytać – kucnął i położył ręce na moich kolanach. -Co się stało?
-Nic. Zostaw mnie – odparłam. -Proszę? - dodała po chwili. Chłopak głęboko westchnął. -Daj sobie spokój. Po prostu idź na lekcje.
-Powiedz mi do cholery co się stało! - krzyknął. Może warto mu zaufać?
-Dzisiaj rano... Mój ojciec... On tak po prostu przyszedł pod mój dom, rozumiesz? Stanął przede mną uśmiechnięty, mówiąc „Wróciłem”. Przez 8 lat nie dawał znaku życia. Po rozwodzie rodziców tak po prostu zniknął – powiedziała opierając głowę o ścianę -Nienawidzę go.
-Może powinnaś tam wrócić i z nim porozmawiać? - zaproponował
-Nie zamierzam
-Więc zostaniesz w szkole do końca życia? U mnie nie przenocujesz, bo mam drzwi obok twoich. Jedynie Emily...
-Znam ją kilka dni – zauważyłam.
-A mnie to niby ile? - odparł, po czym wstał. -Idę na lekcje, ty też powinnaś. Albo się gdzieś schowaj, jutro powiesz, że się źle poczułaś – dodał, uśmiechnął się i odszedł.
Cóż, w zasadzie to była prawda. Nie czułam się najlepiej. Wstałam, wzięłam torbę i pokierowałam się w stronę drzwi. Dziwne, nie ma woźnej? Słyszałam, że pilnuje, żeby nikt nie uciekł z lekcji. Zadowolona wyszłam ze szkoły i poszłam do małej kawiarenki na rogu ulicy. Zamówiłam latte i usiadłam w rogu. Po pomieszczeniu roznosił się aromat świeżo prażonej kawy, poranny zgiełk dodawał miejscu uroku. Kawiarenka była urządzona schludnie, na dębowych, ciemnych stolikach leżały gazety, cukier i menu. Lada, znajdująca się naprzeciwko wejścia była w kolorze stołów, przed nią stały drewniane, barowe krzesła, na których siedziało kilkoro ludzi. Wyjęłam z torby książkę od historii i przeczytałam temat z dzisiejszej lekcji. Chwilę później ktoś się do mnie przysiadł, więc przeniosłam wzrok z książki na tego kogoś.
-Samantha... Jak urosłaś – powiedział. Ojciec. Po moich plecach przeszedł nieprzyjemny dreszcz, serce przyspieszyło. Zerwałam się jak poparzona i odbiegłam od stolika wychodząc przed kawiarenkę.
-Czego ode mnie chcesz? - wykrzyknęłam unosząc ręce w górę i powstrzymując się od płaczu.
-Posłuchaj mnie...
-Nie! Nie zamierzam cię słuchać – zrobiłam krok do tyłu. -Nigdy więcej tu nie przychodź, ani do mojego domu, nie próbuj dzwonić, pisać. Nie rób nic. Tak jak udawało ci się to przez ostatnie osiem lat! - odwróciłam się i zaczęłam biec w stronę domu. Słyszałam, że coś krzyczy, ale nie słyszałam co. A może po prostu nie chciałam.
Gdy tylko wpadłam do domu, rzuciłam wszystko na podłogę i usiadłam na kanapie, musiałam ochłonąć. Usłyszałam dzwonek telefonu.
-Halo?
-Sam?
-Lucas... Znowu go widziałam...
-Ale wszystko dobrze? - zapytał z troską w głosie.
-Nie do końca – westchnęłam.

-Zaraz będę.

_________
Mam nadzieję, że rozdział choć odrobinę przypadł wam do gustu :)
Buziaki!
PS. Zostawcie jakieś komentarze! 

2 komentarze:

  1. Genialny czekam na następne rozdziały/agatka

    OdpowiedzUsuń
  2. O mój boże genialne ajhdhhgfbhsggdgd

    OdpowiedzUsuń